poniedziałek, 2 listopada 2015

I-pierwsze spotkanie

Było przed 15. Zacząłem się zbierać. Za 20 minut musiałem być pod domem mojego kumpla, z którym jechałem na mecz hokeja. Dojeżdżałem do jego ulicy, gdy nagle zobaczyłem niepokojącą rzecz. Dwóch kolesi szarpiących jakąś kobietę. Postanowiłem, że muszę zareagować. Zatrzymałem auto i wysiadłem. Ani kobieta ani napastnicy mnie nie widzieli.
-Wynoście się stąd, albo zadzwonię na policję-powiedziała.
-Patrz Dziki, policjantka i po swoich będzie dzwonić.
Mężczyźni zaczęli się śmiać.
Po chwili jeden ruszył w stronę dziewczyny i złapał ją za ręcę zaczynając prowadzić. Kobieta się szarpała, ale była drobna, a jej napastnik był niemal dwa razy większy. Jego kumpel otworzył drzwi auta. Sytuacja zrobiła się niebezpieczna, przyspieszyłem kroku.
-Myślę, kotku, że jak pojedziesz z nami na małą wycieczkę, to odechce Ci się dzwonić gdziekolwiek-powiedział jeden z bandziorów.
-A ja myślę, że ona nie chce z Wami nigdzie jechać-wtrąciłem się.
Mężczyźni popatrzyli po sobie.
-Patrz go jaki kozak. Chce jej pomóc-powiedział drugi bandzior i zaczął kierować się w moją stronę.
Podszedłem wystarczająco blisko. Teraz stałem i czekałem aż podejdzie i będzie chciał zadać mi cios. Nie pomyliłem się. Facet wziął rozmach. Zrobiłem szybki skłon, złapałem go za rękę, którą wykręciłem. Gościu wydobył z siebie krzyk bólu i po chwili leżał na ziemi. Drugi puścił dziewczynę i zaczął biec w moją stronę z wyciągniętym nożem. Zrobiłem unik. Koleś odwrócił się do mnie. Jednym kopnięciem wytrąciłem mu nóż i obezwładniłem podobnie jak pierwszego typa, który w tym momencie chciał uciec. Kobietę, którą chcieli porwać wcześniej nazwali policjantką. Dziewczyna faktycznie musiała robić w tej branży bo typowo policyjnym ruchem zatrzymała uciekiniera. Zadzwoniłem po odpowiednie służby, które po chwili były na miejscu. Zabrali zatrzymanych, jeden z policjantów zapytał mnie co się stało i wypisał wezwanie na komendę na Grabiszyn, drugi zrobił to samo z kobietą. Gdy szli do radiowozu stałem naprzeciw nieznajomej. Zobaczyłem, że na śniegu leży jej torebka. Chciałem się schylić i ją podnieść, ona jednak miała ten sam pomysł. Uklękliśmy, nasze ręcę dotknęły się a oczy spotkały. Oniemiałem. Wtedy dokładniej się jej przyjrzałem. Miała kasztanowe włosy, które pięknie kontrastowały do jej niezywkle jasnej karnacji i oczy w kolorze lazurowego nieba, którymi patrzyła na mnie z leciutko rozdziawionymi ustami. Musiałem wyglądać identycznie. Po chwili zawieszki, tajemnicza piękność odzyskała świadomość sytuacji.
-Yyyy, ja bardzo dziękuję Panu za pomoc-powiedziała wstając.
Również wstałem i uśmiechnąłem się.
-Nie ma za co. Nie potrzebuje Pani lekarza?
-Nie, dziękuję. Wszystko jest w porządku.
-Czego Ci dwoje chcieli?-spytałem.
-Porachunki zawodowe-powiedziała.
-Pani pracuje w policji-stwierdziłem.
-Tak. Wiem, że patrząc na moje zdolności samoobrony, nie widać tego, ale tak.
-Czemu nie widać? To po prostu była nierówna walka-powiedziałem nie odrywając od niej wzroku. Ona swój podziewała gdzieś po śniegu.
-Tak, no może. W każdym razie dziękuję jeszcze raz. Do widzenia-dodała z uśmiechem.
-Do widzenia-odpowiedziałem.
Odwróciliśmy się i zaczęliśmy iść w swoje strony. Zrobiłem cztery kroki i nie wytrzymałem. Odwróciłem twarz w jej stronę.
-Odwróć się-powiedziałem cicho.
Nagle zawiał silny wiatr. Kobieta najpierw odwróciła głowę w moją stronę, a następnie całe ciało. Wiatr nawiał jej włosy na twarz. Nie zatrzymywała się, posłała mi jeszcze jeden uśmiech. Odwzajemniłem to. Nieznajoma tak szybko jak odwróciła się w moją stronę, tak szybko z powrotem szła w swym kierunku. Odprowadzałem ją wzrokiem, aż zniknęła za rogiem.
Szedłem nadal przed siebie myśląc o niezajomej. Ale to chyba nie było to, chyba nie mogłem się... zakochać? Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojego kumpla.
-Jacek!-zawołał.
-O cześć-podaliśmy sobie dłonie.
-Stary, co jest? Lecę za Tobą i wołam Cię i wołam.
-Sory Przemek, zamyśliłem się.
-Nad czym? Albo nad kim?-spytał z uśmiechem.
-Najcudowniejsza, najpiękniejsza jaką kiedykolwiek widziałem. Taka piękna, wspaniała, włosy w kolorze kasztana, oczy jak nieb...-tu mi przerwał.
-Jak ma na imię?
-Cholera! Zapomniałem zapytać!
Mój przyjaciel parsknął śmiechem.
-No no, podoba Ci się laska, której imienia nie znasz. Gratki-powiedział nadal się śmiejąc.
-Nie znam, ale poznam.
-Wiesz gdzie jej szukać?
-Yyy, no nie.
-A gdzie mieszka?
-Yyy, no też nie.
-A wiesz cokolwiek?
-Że ma najpiękniejsze oczy jakie kiedykolwiek widziałem-znowu się rozmażyłem.
-Ehhh... no i się zakochał-powiedział klepiąc mnie po ramieniu.
-Oj od razu zakochał-powiedziałem.
-A co może nie?
-Dobra, chodź bo się spóźnimy-zmieniłem temat.
Wsiedliśmy do mojego auta i pojechaliśmy na mecz.


I jak się podoba? :)

4 komentarze: